Papież Benedykt XVI wezwał
biskupów z Azji Środkowej do
przeciwdziałaniu plagom przemocy i terroryzmu.
Wspólnoty
mogą zostać sprowadzone do "małej owczarni". Nie należy się
zniechęcać, drodzy Bracia! Spójrzcie na pierwsze wspólnoty uczniów
Pana... Tak jak wtedy, dziś także to Duch prowadzi Kościół.
Pozwólcie się więc Mu prowadzić i zachowujcie żywy w chrześcijańskim
ludzie płomień wiary" - mówił papież.
Wezwał on
do kontynuowania wcześniejszych doświadczeń w pracy duszpasterskiej,
do promocji słuchania Słowa Bożego, budzenia w młodzieży miłości do
Eucharystii i pobożności maryjnej, do odmawiania różańca w rodzinach.
Podkreślił jednocześnie, że poszukiwanie nowych metod i dróg wymaga
"jeszcze mocniejszej jedności Pasterzy i duchowieństwa".
"Wszystko
to jest tym bardziej niezbędne dla podjęcia wyzwań, jakie
przepowiadaniu i konsekwentnej praktyce życia chrześcijańskiego
stawia także w waszych regionach współczesne zglobalizowane
społeczeństwo" - zauważył Benedykt XVI, dodając, że "wszędzie na
świecie odnotowuje się niepokojące zjawiska, które stanowią poważne
zagrożenie dla bezpieczeństwa i pokoju".
"Mam na
myśli szczególnie plagę przemocy i terroryzmu, szerzenie się
ekstremizmu i fundamentalizmu. Oczywiście trzeba przeciwdziałać tym
plagom poprzez inicjatywy legislacyjne. Nigdy jednak siła prawa nie
może przekształcić się w niesprawiedliwość; nie można też ograniczyć
swobodnego wyznawania religii, albowiem swobodne wyznawanie swej
wiary jest jednym z powszechnie uznanych podstawowych praw człowieka"
- stwierdził Benedykt XVI.
Podkreślił zarazem, że "Kościół nie narzuca, lecz proponuje wiarę
katolicką, doskonale wiedząc, że nawrócenie jest owocem tajemniczego
działania Ducha Świętego". "Wiara jest darem i dziełem Boga. Dlatego
właśnie niedozwolona jest wszelka forma prozelityzmu, który zmusza
bądź skłania i pociąga kogoś przy użyciu niestosownych oszustw do
przyjęcia wiary" - mówił papież. Wyraził przekonanie, że "wierne
przestrzeganie Bożych przykazań pomaga budować bardziej sprawiedliwą
i solidarną koegzystencję".
"Papież
jest z wami i wspiera w waszej posłudze" - zapewnił biskupów z Azji
Środkowej Benedykt XVI, który towarzyszy im "nieustanną modlitwą i
braterską miłością".
W imieniu
przybyłych słowo do papieża wygłosił abp Tomasz Peta z Astany w
Kazachstanie.
"Dziękujmy Panu, że mimo ciężkich nacisków wywieranych w czasie
bezbożnego i komunistycznego reżimu, dzięki poświęceniu gorliwych
kapłanów, zakonników i świeckich, płomień wiary pozostał zapalony w
sercach wierzących.
Kościół
jest Matką każdego człowieka – rozmowa z abp.Petą
„Mimo zmasowanej propagandy ateistycznej i tego, że miliony
niewinnych ludzi straciły życie, Pana Boga z serca nie udało się
wyrwać z korzeniami. Myślę, że zjawiska ateizmu w naszych krajach
nie mamy. Brak może wiedzy, bo całe pokolenia wyrosły bez świątyń i
bez kapłanów” – tak o sytuacji Kościoła w Kazachstanie mówi
arcybiskup Astany. O stanie wiary, wyzwaniach stojących przed
Kościołem i próbach wprowadzania ograniczeń wolności religijnej z
abp. Tomaszem Petą rozmawia Beata Zajączkowska.
- Jest to dopiero druga wizyta u „progów Apostolskich” biskupów
Kazachstanu. Czy różni się od poprzedniej?
Abp T. Peta: Pierwsza wizyta „ad limina Apostolorum” biskupów
Kazachstanu i Azji Centralnej miała miejsce ponad siedem lat temu.
Ówczesne spotkania zarówno z Ojcem Świętym, jak i w kongregacjach,
pozostawiły w nas wielki ślad matczynej miłości Kościoła. Teraz,
kiedy mamy nowego Papieża, podświadomie rodziło się we mnie pytanie:
Jak zostaniemy przyjęci? Spotkanie z Benedyktem XVI w Castelgandolfo
w poniedziałek, a potem spotkania indywidualne każdego z biskupów
Kazachstanu nie miały charakteru egzaminu, lecz towarzyszył im ten
sam duch, co siedem lat temu.
- Pierwsza wizyta „ad limina” to był rok 2001. Wtedy Kościół w
Kazachstanie, i w ogóle na tamtych terenach, dopiero się odradzał.
Jan Paweł II w czasie ostatniego spotkania dał wam wskazówki,
wytyczne. O czym wtedy mówił? Jak to w ciągu siedmiu lat zostało
zrealizowane?
Abp T. Peta: W posłaniu, które otrzymują biskupi na zakończenie
wizyty „ad limina”, Ojciec Święty podkreślił wagę jedności między
nami. Myślę, że wiele nauczyliśmy się przez te lata. Trzeba
kontynuować tę współpracę i budować jedność, która ma ożywiać nasze
Kościoły lokalne.
- Jak wygląda struktura Kościoła w Azji Centralnej? To nie tylko
Kazachstan, ale także inne kraje...
Abp T. Peta: Konferencja biskupów jest tylko w Kazachstanie. W
krajach sąsiednich, wchodzących kiedyś w skład Związku Radzieckiego,
jest tylko po jednym biskupie czy ordynariuszu. Siłą rzeczy oni
ciążą do nas, czego chce zresztą Stolica Apostolska. Obok
Kazachstanu są to następujące kraje: Uzbekistan, Kirgistan,
Tadżykistan i Turkmenistan. Raz w roku mamy wspólne spotkanie, a
trzeba pamiętać, że nieraz trzeba jechać tysiące kilometrów, żeby na
nie dotrzeć. My stanowimy jedność przez to, że jest to część byłego
Związku Radzieckiego, więc łączy nas język rosyjski. Jest on głównym
językiem w katolickich kościołach tej części świata, języki lokalne
dopiero zaczynają wchodzić w życie Kościoła. Oprócz tego jednoczą
nas sprawy będące dziedzictwem przeszłego systemu oraz plany na
przyszłość.
- Jakie jest dziedzictwo systemu totalitarnego, sowieckiego? Czy
wciąż musicie się z nim borykać, czy to już jest przeszłość, bo w
końcu wyrosło nowe pokolenie, które nawet tamtych lat nie pamięta?
Abp T. Peta: Trudno to jednoznacznie ocenić. Mimo zmasowanej
propagandy ateistycznej i tego, że miliony niewinnych ludzi straciły
życie, Pana Boga z serca nie udało się wyrwać z korzeniami. Myślę,
że zjawiska ateizmu jako takiego w naszych krajach nie mamy. Brak
może wiedzy, bo całe pokolenia wyrosły bez świątyń, bez kapłanów – i
nie chodzi tylko o religię katolicką czy chrześcijańską. Jednakże
pozostało w ludziach poczucie, że nad nami czuwa ktoś większy niż
prezydent czy król. Nawet ci, którzy nie chodzą do świątyń
chrześcijańskich czy do meczetów, powiedzą: Jestem muzułmaninem albo
prawosławnym czy katolikiem. Niemniej jednak system z przeszłości
pozostawił rozbicie rodziny, często brak szacunku wobec życia,
problem aborcji, a zatem wiele spraw, które stanowią ranę w życiu
tych społeczeństw. I Kościół ma tu wiele do zrobienia.
- Jakie są najpilniejsze zadania stojące dzisiaj przed Kościołem
katolickim w Kazachstanie?
Abp T. Peta: Nie możemy robić na pierwszym miejscu planów
strategicznych, ale przede wszystkim musimy być „solą dla ziemi,
światłem świata”. Każdy człowiek ma zapisane w sercu powołanie do
wieczności, do przyjaźni z Panem Bogiem. Jeżeli ludzie będą widzieli,
że my, chrześcijanie, katolicy – i duchowni, i świeccy –
rzeczywiście jesteśmy „solą ziemi i światłem świata”, a więc ziarnem,
to oni w tym zasmakują i powiedzą: To jest to, to jest dobre.
Dlatego tak ważne dla nas jest, by sprawy duchowe wzrastały m.in.
przez adorację Najświętszego Sakramentu. We wszystkich parafiach
archidiecezji Astany, w której pracuję, są codzienne adoracje,
godzinę przed Mszą. Codziennie, i to nie tylko w październiku, przed
główną Mszą wierni odmawiają wspólnie różaniec, nawet w małych
grupach. Są parafie z adoracją całodzienną, a w katedrze w Astanie
już od roku 2002, po wizycie Ojca Świętego, jest adoracja całodobowa.
- Na Zachodzie trochę odchodzi się od praktyki adoracji. Skąd zatem
ten nacisk? Czy Ksiądz Arcybiskup widzi jej owoce w ludziach?
Abp T. Peta: Po raz pierwszy adorację całodzienną wprowadzono w
parafii w Oziornem, gdzie pracowałem kiedyś jako proboszcz. Jest to
narodowe sanktuarium Kazachstanu. Biskup Karagandy, Jan Paweł Lenga,
zachęcał mnie wówczas: „Zrób codzienną adorację w tej wiosce”. Mnie
się to wtedy wydawało nierealne, bo była to mała wioska z 700
mieszkańcami, ale biskup naciskał, nie pytając się wcale, czy dach
już nie przecieka albo jak inne sprawy, tylko, czy już jest adoracja.
Przez prawie rok nie widziałem takiej możliwości, ale potem z
siostrami zakonnymi przekonaliśmy się do tego. Adoracja w Oziornem
jest do dzisiaj. Później więc, gdy ktoś spoza Kazachstanu
zaproponował całodobową adorację w Astanie, łatwo mi się było
zdecydować, bo widziałem, że to nie jest siła ludzka. Jeżeli
przyjmujemy jakąś propozycję ponad ludzkie siły, to Pan Bóg daje
siły do jej realizacji. Ta całodobowa adoracja jest chyba
najważniejszą sprawą w życiu naszej archidiecezji, przynajmniej dla
mnie. To jest źródło siły i inspiracji do wszystkiego innego.
- Można powiedzieć, że jest to pewne przestawienie akcentów,
niepatrzenie oczami świata. Gdy pytamy o Kościół w danym kraju,
interesuje nas, ile jest chrztów, ile nowo wybudowanych kościołów,
ośrodków duszpasterskich. Czy ziarno, o którym mówił Ksiądz
Arcybiskup, wrzucone w ziemię wydaje owoce?
Abp T. Peta: Trudno na Kościół w Kazachstanie, w Azji Centralnej,
patrzeć przez pryzmat liczb, bo można się bardzo pomylić. Kiedy ktoś
mnie pyta o statystyki, to najpierw mu mówię, że sytuacja jest
lepsza niż w czasach apostolskich. I miejscami na pewno tak jest.
Kiedy wysłucha się opowieści pojedynczego człowieka o jego drodze do
Pana Boga, to to są cuda. Można by o prawie każdym napisać książkę.
Myślę, że na Kościół trzeba patrzeć w ten sposób. Jeżeli ziarno,
nawet w małej ilości, będzie ziarnem prawdziwym, to może wydać
milionowe plony. A jeżeli ziarno będzie puste, światło okaże się
nieprawdziwe, sól będzie podrobiona – to nawet wielka liczba nam nie
pomoże. A skąd mają tam być wielkie liczby, skoro przez dziesiątki
lat całe pokolenia wyrastały bez świątyń?
- Katolicy są w Kazachstanie mniejszością. Jak układa się wam
praktyczna współpraca z muzułmanami i prawosławnymi?
Abp T. Peta: Tych, którzy mają korzenie katolickie, jest w całym
Kazachstanie mniej więcej 200 tys. Jeszcze nie wszyscy są w Kościele,
więc trzeba ich szukać. To jest kraj dziewięciokrotnie większy od
Polski. Piętnaście lat temu katolików było dwa-trzy razy więcej.
Jednak wielu katolików było wśród 2 mln ludzi, którzy w tym czasie
opuścili Kazachstan.
Relacje z chrześcijanami i wyznawcami innych religii są dobre. Rok
temu np. byliśmy z delegacją w Rzymie i w Asyżu na zaproszenie
franciszkanów konwentualnych. W jej skład weszli: główny mufti
Kazachstanu, biskup luterański, duchowny prawosławny oraz dwóch
biskupów katolickich: abp Jan Paweł Lenga i ja. Nie ma między nami
konfrontacji czy otwartej walki, która byłaby złym świadectwem.
Jednak musimy się jeszcze nauczyć większej współpracy na takim polu,
jak obrona życia, pomoc dzieciom, sierotom, rodzinie, małżeństwu.
Tego jeszcze jest za mało, ale Kazachstan ma dopiero 17 lat.
- Pojawiły się jednak głosy, że parlament dąży do wprowadzenia prawa
w sposób zasadniczy ograniczającego wolność religijną?
Abp T. Peta: Kazachstan stał się niepodległym krajem po raz pierwszy
w historii w 1991 r. Już kilka miesięcy później przyjęto ustawę
gwarantującą prawo wolności religii i sumienia. I rzeczywiście do
dziś żyjemy w wolności religijnej. Jej przykładami mogą być
chociażby konkordat między Stolicą Apostolską a Republiką
Kazachstanu czy też pełne struktury Kościoła: metropolia, diecezje,
konferencja episkopatu, parafie itd. Mamy więc konkretne owoce tej
wolności. Od kilku miesięcy w parlamencie trwa dyskusja o nowym
prawie. Jego pierwsze projekty były bardzo złe i, gdyby weszły w
życie, znaczyłoby to koniec wolności religii i sumienia. Stopniowo z
tego projektu zaczęto usuwać te, nazwijmy to, najgorsze elementy.
Projekt prawa przyjęła obecnie pierwsza instancja parlamentu Majilis,
odpowiednik polskiego Sejmu. Ale ustawa musi jeszcze trafić pod
obrady Senatu, a następnie do prezydenta. Trudno sobie wyobrazić, że
w Kazachstanie będzie jakieś bardzo restrykcyjne prawo przeciwko
wolności religijnej, dlatego że co trzy lata odbywają się tam zjazdy
przedstawicieli religii świata na najwyższym poziomie. Także
prezydentowi zależy na tym, by Kazachstan był widziany w świecie
jako kraj, w którym panuje wolność i demokracja.
- Czy katolicy angażują się konkretnie np. w obronę życia, troskę o
rodzinę, pracę charytatywną?
Abp T. Peta: W Kazachstanie istnieją struktury Caritas. Działalność
charytatywna odbywa się przede wszystkim poprzez parafie, nie tylko
poprzez oficjalne struktury, ale właśnie przez koła charytatywne w
parafiach. Angażują się oczywiście kapłani czy siostry zakonne, ale
często także osoby świeckie.
- Jak wygląda zaangażowanie świeckich w życie Kościoła?
Abp T. Peta: Musimy pamiętać, że często są to nowi katolicy, nawet w
sensie poszukiwania swych korzeni. Często tworzą oni nowe wspólnoty,
bo przecież dwa razy więcej katolików wyjechało. Mimo to parafie się
nie zmniejszają, czyli ciągle są nowi ludzie. Bardzo często są to
neofici, więc potrzeba czasu, by stali się oni zdolni do pomagania
innym.
- Czy wiąże się to także z obniżeniem średniej wieku?
Abp T. Peta: W tej chwili mamy przekrój wszystkich pokoleń, od
najstarszych do najmłodszych. Oczywiście, wiara została przechowana
w okresie wielkich prześladowań głównie przez najstarszych, którzy
nie mieli nic do stracenia. Byli bardzo odważni, modlili się,
świadczyli o Panu Jezusie i walczyli o to, żeby np. wybudować
kościół czy kaplicę. Kiedy przyszła wolność, zdecydowaną większość
stanowili ludzie najstarsi. Obecnie jednak są oni we wspólnotach
parafialnych w mniejszości.
- W jakich warunkach materialnych pracujecie?
Abp T. Peta: Przede wszystkim nie ma wystarczającej liczby kapłanów.
Gdy przyjechałem 18 lat temu, było 15 kapłanów w pięciu krajach Azji
Centralnej. Obecnie w całym kraju, dziewięciokrotnie większym od
Polski, w czterech diecezjach jest ponad 80 kapłanów i ponad 100
sióstr zakonnych. Od 10 lat mamy seminarium, dużo osób do niego
wstępowało i odchodziło. Zatem wyświęconych do tej pory zostało
tylko pięciu, ale to raczej normalne na początku. Nie trzeba się
spieszyć, bo powołanie musi być prawdziwe. Brak kapłanów jest nawet
bardziej istotny od braku świątyni. Sługa Boży ks. Władysław
Bukowiński nie miał żadnej świątyni ani kaplicy, tylko spotykał
ludzi w domach. Owocem jego pracy było ponad 10 powołań kapłańskich,
około 20 powołań zakonnych sióstr, i to w warunkach podziemia. Ale
nawet gdyby w każdej wiosce był kapłan, to też nie rozwiąże sprawy.
To musi być człowiek z wewnętrznym zapałem, który chce dzielić się
Panem Jezusem.
- Co, zdaniem Księdza Arcybiskupa, może być owocem obecnej wizyty „ad
limina”?
Abp T. Peta: Każda wizyta „ad limina” jest przede wszystkim
doświadczeniem miłości Kościoła, której także my, pasterze,
potrzebujemy. Jest to dla nas impuls, który dodaje nam siły, żeby
dzielić się tą miłością, i to nie tylko z naszymi wiernymi, ale z
wszystkimi. Przecież Kościół katolicki jest Matką wobec każdego, bez
wyjątku, człowieka.
Rozm. B. Zajączkowska /RV
03.10.2008 (rv/zk, © Radio Vaticana 2008)